Zmień język (:

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 3



10.05.14

Pamiętnik
Sobota. Nareszcie. Przez cały tydzień nie umiałam się zabrać za pisanie tego pamiętnika. Nawet więcej niż tydzień. Niestety cały tydzień miałam zawalony nauką. Spędzałam cały czas wolny w dormitorium przy nauce. To też miało swoje plusy bo cały tydzień nie spotkałam Syriusza. Ale niestety tez miało swoje minusy. Chodzę z podkrążonymi oczami cały czas nie wyspana i wyglądam i czyje się jak zombie. Gorzej niż zombie. Z racji że dziś już sobota mogę nareszcie dać sobie spokój na te dwa dni z nauką. Ostatnie dni siedziałam prawie do 2 w nocy ogarniając wszystko. Przeczytałam wszystkie książki i zwoje dostarczone przez profesorkę Dumel i jestem z tego nieźle zadowolona. Tyle wiedzy ogarniętej w jeden dzień. I wszystko umiem. Teraz chcę sobie zrobić tydzień wolnego. Po prostu zluzuję z nauką i powinno wszystko wrócić do normy. Mam nadzieję. Bo dziś jak spojrzał w lustro (pierwszy raz od tygodnia) to zdębiałam i zdziwiłam się że ono nie pękło. Moje oczy które zwykle są takie jasno szare z dodatkiem błękitu zmieniły się w ciemno szare takie strasznie brudne gorzej niż woda w kałuży.brr. Lily też mi mówiła że strasznie schudłam przez ten tydzień. Z resztą sama to przyuważyłam bo połowa bluzek strasznie na mnie wisi włosy miałam przez ten tydzień strasznie poczochrane nie chciały mi się nawet układać i wiecznie ziewałam.Przez ten tydzień jadłam chyba tylko śniadanie i trochę kolacji.Nie wiem czy bym w ogóle coś jadła gdyby nie Lily.To teoretycznie ona mi nosiła pakunki z jedzeniem.Ona jest naprawdę kochana. Siedziała ze mną do nocy i tłumaczyła mi drobne rzeczy których nie rozumiałam. Dziś rano poszłyśmy razem na śniadanie i ja wróciłam do dormitorium a ona sobie gdzieś poszła. Należy jej się. Teraz jest godzina 11 rano i mam cały dzień aby się polenić. Mam zamiar odrzucić książki i nic nie robić.Na razie kończę ten wpis.Podeedytuję go na wieczór.


Zamknęłam pamiętnik i zabezpieczyłam go zaklęciem.Wzięłam szczotkę i delikatnie rozczesałam włosy.Ułożyły mi się perfekcyjnie.Umyłam twarz i posmarowałam kremem pod oczami.Od razu poczułam się lepiej.Podeszłam do kufra i zaczęłam przeczesywanie wszystkich ciuchów.2 godziny później miałam już wszystko porobione.Zdążyłam na obiad. Zleciałam do Wielkiej Sali i pierwszy raz od tygodnia a nawet więcej mogłam się najeść.Po skończonym obiedzie wróciłam do pokoju,wzięłam okulary przeciwsłoneczne przebrałam się i zeszłam na błona. Szczęsliwa położyłam się pod drzewkiem i obserwowałam wszystkich ludzi. Nareszcie miałam czas dla siebie. Położyłam się tam gdzie było słońce,wcześniej ustawiając sobie tarczę aby nikt nie mógł mi zrobić psikusa i zaczęłam chilaucik. Miałam tylko nadzieję że Huncwotów nie ma w pobliżu bo by było. Z tego co słyszałam wynikało że siedzą w swoim pokoju i próżnują.Leżałam chyba z 15 minut rozkoszując się ciepłym słoneczkiem i nabierając energi gdy ktoś przysłonił mi słońce. Usiadłam cholernie wsciekła.Kto do cholery zakłuca mój spokój?!. No teoretycznie kto by inny jak nie Syriusz.
-Siemaneczko piękna dziewczyno!-zakrzyknął gdy tylko mnie zobaczył
-Syri zjeżdżaj pókim dobra-zezłościłam się-Mam dziś czas wolny dla siebie i nie mam zamiaru psuć sobie nerwów przez ciebie-warknęłam. Szarooki zrobił zbolałą minę
-A może dasz się gdzieś zabrać dzisiaj?-spytał szarmanckim głosem i puścił mi oczko
-Nie mam czasu na romanse-spławiłam go,wstałam i przeszłam kawałek gdzie się rozłożyłam.
-No Syś! Proszę Cięęęęęę nie daj się prosić- znowu zasłonił mi słonce.
-Jezu o co ci wariacie chodzi?
-No..Umówisz się ze mnąą?-spytał błagalnym tonem
-Nie
-proszęęęęęęęęęęęęęęęęęęęęę-zajęczał
-Nie!Po cholerę ci to?-Zamilkł i spojrzał na mnie takim wzrokiem.Takim błagalnym.
-Ja jebe facet ja cię nawet nie znam!-Zmarszczyłam brwi
-No to możemy się poznać.No proszę-zamruczał
-jak chcesz mnie poznać to daj mi spokój i będzie git-zamknęłam oczy i kapłam na trawę.Przez chwilę panowała cisza.
-Śpisz?-spytał po jakiś 2 minutach
-Nie jakbym mogła tu zasnąć?-zdziwiłam się
-Mogę klapnąć obok Ciebie?-spytał.otworzyłam jedno oko i westchnęłam.
-A będziesz mi tu narzekał czy będziesz siedział cicho?-zawahałam się
-jeśli będziesz chciała
-Dobra masz mieć ale siedź cicho-złamałam się i westchnęłam.Syri klapł obok mnie i wylegiwał się.Dziwnie się czułam z myślą że on leży obok mnie i pierwszy raz był taki nieśmiały.Obróciłam się z pleców na boki otworzyłam oczy i zobaczyłam że on się na mnie patrzy. Miałam ciemne okulary więc nie było widać czy mam otworzone oczy czy nie.Popatrzałam w jego oczy i nagle Nie winem skąd zapragnęłam się do niego przytulić.Ściągnęłam okulary i delikatnie przekrzywiłam głowę. Teraz patrzyliśmy sobie prosto w oczy on w moje ja w jego.
-Jejku ale masz śliczne oczy-wyszeptał
-E tam normalne-zaczerwieniłam się nie byłam przyzwyczajona do komplementów.leżeliśmy chyba z godzinę wymieniając pojedyncze wyrazy.
-Idę-powiedziałam i usiadłam na trawie
-Gdzie?-spytał lekko zaskoczony
-Wracam do dormitorium i idę gdzieś Jeszcze nie wiem gdzie
-Nie możesz zostać?-spytał z błagalną miną
-nie nie mogę już wystarczająco czasu tu jestem
-Okej miło było-uśmiechnął się
-Dla kogo miło dla tego miło-mruknęłam pod nosem aby nie usłyszał i wstałam
-Pa-pomachałam mu ręką i poszłam do pokoju.Usiadłam na parapecie wzięłam kartkę,teczkę i ołówki i rozpoczęłam rysowanie.Miałam nadzieję że do końca wieczora będę mogła spokojnie porysować przecież tak długo nie miałam na to czasu.szczęśliwa wzięłam ołówek najpierw przemyśliwając co bym chciała narysować.Wyszło na to że z lenistwa nie chciało mi się jakoś strasznie kombinować skupiłam się na kolorowych kucykach.Przywołałam w pamięci tą dwójkę którą chciałam narysować.Wyszło że po 40 minutach na kartce pojawiła się Luna i Tija.Obie wy kolorowane z delikatnymi brokatowymi konturami.Podobała mi się niesamowicie jakbym miała ją ocenić to bym ją oceniła na 6.Ale to była moja ocena.Popatrzałam na zegarek i westchnęłam.Była dopiero 17;49.o kolacji jeszcze pełno czasu a ja nie mam co robić. Spojrzałam na w tej chwili bezużyteczny telefon.Zaklęłam w duchu dlaczego on nie może działać?Cholerna magia. Niestety nie znałam zaklęcia ochronnego na sprzęty elektryczne.Położyłam się na łóżko i gapiłam się w sufit.Wzięłam książkę którą przywiozłam ze sobą i po raz chyba 10 zaczęłam ją czytać.Skończyłam ją i akurat zaczęła się kolacja.Zjadłam ją i zajęłam łazienkę na dłuższy czas.Moich współ lokatorek nie było zaś kajś na imprezę poszły.Umyłam się,umyłam włosy przebrałam się w koszulkę i spodenki do spania i usiadłam z powrotem na parapecie. Z dworu wiała lekka bryza.Mimo że dopiero 10 maja było mega cieplutko. Piękna pogoda. Rozmyślałam o wszystkim i o niczym. Lily pryszła uśmiechnęła się do mnie. Pierwsze co zrobiła to legła się na łóżku
-Boszz ale jestem zmęczona.Co porabiałaś cały dzień Syś?-spytała
-Leżałam na dworze Syriusz się przypierdylił nie miałam swojego czasu wolnego na dworze bajka po prostu-uśmiechnęłam się
-Naprawdę przywalił się do Ciebie?
-No ale muszę przyznać że jednak przystojny jest-zachichotałam
-Oj Syska-westchnęła tylko się nie zakochaj –zachichotała
-To nie dla mnie-uśmiechnęłam się
-Ta jasne-przewróciła oczami
-Nooooooooooo-ziewnęłam. Idę spać dobranoc. Zeszłam z parapetu i położyłam się do łóżka.Zasnęłam ekspresowo.To był chyba najbardziej dziwna sobota miesiąca





I kolejny rozdział wędruje w wasze łapki (:. O ile ktoś to czyta xD. Jeśli tak mam nadzieję że ci się spodobał. Wpis możesz równiesz skomentować (;. Za każdy komentarz jestem mega wdzięczna (: Pozdrowionka dla wszystkich odwiedzających (:.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz